środa, 1 sierpnia 2007

miało być raniutko, ale skleroza nie pozwoliła


reszta...

strasznie óne qrva drażliwe

Dawno, dawno temu jeden z moich kolegów (nieżyjący już niestety) ogromnie się zdziwił, że ktoś czegoś od niego chce. Przecież sformułowania "ty bura suko"* użył w znaczeniu pieszczotliwym.
Podobnie pieszczotliwie wyrażają się o swoich oponentach nasi wspaniali prawacy (o moim rozumieniu prawaka kiedyś pisałem). Stwierdzenia typu: "jest mi wstyd, ze jest pan moim rodakiem", "odbił się pan od dna w dół", "o Jezu co za bełkot", "żałosny człowieczku", "mentalnie pasuje do p.Urbana", "zupackie żarciki", "pan się sam ośmiesza" czy "nie dajmy się zakłamać, hordzie dzikich barbarzyńców" to górnolotne orły, elyta epitetów. Chyba każdy, kto próbował wejść w dyskusję, wtrącić zdanie niespecjalnie przystające do prawackiego oglądu świata, przyzna, że określenia "komunista", "komuch", "czerwonoarmista", "reprezentant niemieckich interesów", "wehrmachtowiec", "wielbiciel SS", "potomek UB", "czerwona hołota", "bolszewickie gówno w walonkach", "intelektualna pornografia", "osobnik polskojęzyczny", "odrażająca postać" to właściwie tylko drobiażdżki, że można się spotkać z bardziej bezpośrednim omówieniem stanu charakteru interlokutora, poziomu jego moralności, konfliktów z prawem jego antenatów, takoż prowadzenia się tychże przodków, relacji ze zwierzętami itd.

W drugą stronę to nie działa.
Absolutnie.
Zdarzyło się Sadurskiemu, że określił mianem "kretyni" (słowo tak wulgarne i grubiańskie, że salon24 jeszcze takiego nie oglądał) osobników - bez jakiejkolwiek personalizacji, czy to z nazwiska, czy z nicka - którzy zamiast dyskutować, choćby i najmocniej, posługują się jedynie inwektywami. I co się zaczęło dziać. Ile notek, jaka wymiana poglądów, jakie rączek łamanie, z obrzydzeniem roztrząsanie. Generalnie - moralna degrengolada!


* dużo, dużo później z tej samej formuły skorzystał ludwiś kamasz, ale on chyba przepada za powoływaniem się na autorytety różnego autoramentu; mnie osobiście najbardziej zaimponował znajomością twórczości niejakiego łunaczarskiego, stalinowskiego, ale przez to ludowego komisarza oświaty: ci, którzy są przeciwko nam, są z nami, tylko tego nie wiedzą, ale my im to uświadomimy

reszta...

ciekawe, czy nagrody już dostali

Było tak pięknie. Wszystko szło jak w szwajcarskim zegarku, tzn. do momentu, gdy prezes PZU posiadł porażającą wiedzę i natychmiast się z niedobrym endrju nią podzielił. Ale to inna bajka.
Aż tu teraz marszałek województwa warmińsko-mazurskiego Jacek Protas (nie chcę się wyrażać, ale nawet bez wyrażeń to na 100% członek układu i element szarej sieci) domaga się wyjaśnień i przeprosin od szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego (że o zawiadomieniu prokuratury nie wspomnę). Chodzi rzecz jasna o sprawę spreparowania dokumentów w sprawie odrolnienia działki nad jeziorem Juksty koło Mrągowa.
Dochodzenie w Urzędzie Marszałkowskim wykazało, że zarówno pismo przewodnie, jak i opinia w sprawie przekształcenia, którą w imieniu marszałka miał sporządzić Andrzej Bober, dyrektor Departamentu Infrastruktury i Geodezji, zostały sfałszowane. Dokumenty prawdopodobnie podrobili funkcjonariusze CBA, którzy chcieli w ten sposób udowodnić korupcję w ministerstwie rolnictwa. Prawdopodobnie, ponieważ do tej pory żadnych oficjalnych wyjaśnień w tej sprawie nie ma. Jakość fałszerstwa dokumentów była "doskonała". Uwzględniała także charakter pisma urzędników i podróbki podpisów.

reszta...

biblijne koty

Jak podaje Najbardziej wiarygodne źródło niewiarygodnych informacji, pojawiły się informacje o akcji sabotażowej Ligi Popieprzonych Równo, organizacji, która sprzeciwia się katolickim wartościom i zdrowemu moralnie i etycznie życiu - jej członkowie mieli wypuścić w Warszawie dwa tuziny specjalnie wytresowanych kotów. Sierściuchy nauczono onanii i wypuszczono w celu gorszenia warszawiaków.

reszta...

Mleczko się przypomina

Nie mam niestety rysunku - grupka faciów, wyglądających jak lekarze, jeden trzyma w garści plik wydruków komputerowych i mówi: Panowie, pomyliliśmy się, wyszło na jaw, że wódka i papieroswy są zdrowe.

Być może wyjdzie na jego.




Ostatnio prof. Perry Bartlett (Queensland Brain Institute, Brisbane, Australia) na konferencji neurologów w Cairns (9-11 lipca, Stem Cells, Migration and Axon Guidance in the Developing Adult Brain) oznajmił - powołując się na wyniki najnowszych badań, z których wynika, że komórki nerwowe w mózgu tworzą się przez całe życie (a nie tak, jak dotychczas twierdzono, że ich liczba jest ustalona już przy narodzinach) - że alkohol wcale nie szkodzi komórkom mózgowym. Wręcz przeciwnie, regularna umiarkowana konsumpcja może być korzystna dla zdrowia. Niestety, za umiarkowaną uważa on spożywanie jedynie ca. pół litra wina dziennie. A o tym, że taka ilość jest zbawienna dla zdrowia może powiedzieć każde dziecko we Francji czy we Włoszech.

I tak na marginesie.

Dawid Tokarz (Puls Biznesu, wyd. 2401, s. 4) zauważa, że Polaków uwiodła magia hazardu. Podobno opłacając podatek od szczęścia, wydajemy więcej niż na piwo.
Nawet, jeśli mu wierzyć, to jakie wnioski?
Albo znowu zaczęliśmy pędzić, albo trzeba się rozglądać za dodatkowymi źródłami dochodów. Bo w zmianę przyzwyczajeń jakoś nie chce mi się uwierzyć.

reszta...